Anna Wieczur-Bluszcz reżyserka filmowa, teatralna, radiowa i telewizyjna

Irlandzka autorka napisała książkę o emigracyjnych problemach nastolatki z Gdańska


Dziewczyna mojego brata pochodzi z Polski i pracuje w sklepie. Pewnego razu klient zażądał, by obsłużył go jakiś Anglik zamiast niej. Bardzo mnie to oburzyło – mówi Sarah Crossan, autorka powieści o nastolatce z Gdańska, która żyje na emigracji w Londynie

Sarah Crossan, irlandzka autorka książek dla dzieci i młodzieży, zadebiutowała powieścią „Kasieńka”. Bohaterką jest 12-letnia dziewczyna z Gdańska, która wyjeżdża z mamą do Anglii w poszukiwaniu ojca. Mężczyzna opuścił rodzinę dwa lata wcześniej. Napisana białym wierszem powieść to historia o dojrzewaniu w trudnych warunkach, bolączkach imigracji, uprzedzeniach i problemach świata dorosłych, z którymi musi zmierzyć się nastolatka. Książka zdobyła wiele nagród, w Polsce wydało ją wydawnictwo Dwie Siostry. Pierwszą polską adaptację sceniczną „Kasieńki” przygotowuje gdański Teatr Miniatura. Premiera odbędzie się 26 marca o godz. Autorką adaptacji i reżyserką spektaklu jest Anna Wieczur – Bluszcz.

Dorota Karaś: Główna bohaterka twojej powieści to nastolatka z Gdańska. Dlaczego wybrałaś to miasto? Byłaś kiedyś w Gdańsku?

Sarah Crossan: Początek książki rozgrywa się na dworcu kolejowym i bardzo chciałam, żeby ten dworzec był piękny. Po prostu wpisałam „dworce kolejowe w Polsce” do wyszukiwarki google i od razu ogromnie spodobał mi się dworzec Gdańsk Główny. Już nawet umiem poprawnie wymawiać tę nazwę! Przyjadę do Gdańska w marcu i już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, gdzie Kasieńka dorastała. Jestem zapraszana do wielu miast na całym świecie i często muszę odmawiać, ale w tym przypadku sama poprosiłam o zaproszenie, żeby zobaczyć premierę „Kasieńki” w Teatrze Miniatura.

Co zainspirowało cię do napisania „Kasieńki”?

– To był czas, kiedy byłam bardzo przygnębiona. Chciałam napisać o postaci, która miałaby więcej siły niż ja wtedy. Chciałam napisać o kimś, kto dojrzewa mimo bólu.

Przez wiele lat pracowałaś jako nauczycielka. Uczyłaś dzieci emigrantów? Z jakimi problemami spotykają się w szkole i poza nią?

– Uczyłam wielu różnych uczniów. Niektórzy bardzo szybko się asymilują, a wtedy w szkole jest im łatwiej. Natomiast te dzieci, które z różnych powodów – z własnego wyboru lub nie – nie asymilują się, mają więcej trudności. Często dzieje się tak z powodu bariery językowej, ale też różnic, które zauważają inne dzieci i wykorzystują tę wiedzę jako broń.

Dorastałaś w Wielkiej Brytanii, ale mieszkałaś też przez jakiś czas w Nowym Jorku. Myślisz, że nastolatki w USA, Wielkiej Brytanii i Polsce mają teraz podobne problemy?

– Dorastałam początkowo w Irlandii, potem przeniosłam się do Wielkiej Brytanii. W tamtym czasie Londyn był obiektem ataków terrorystycznych IRA. To oznaczało, że bycie Irlandką nie cieszyło się popularnością, więc nie udało mi się szybko zaaklimatyzować, byłam prześladowana. Włożyłam więc dużo wysiłku, żeby przestać mówić z akcentem i przyjąć brytyjską tożsamość. Kiedy przeprowadziłam się do Stanów, mój akcent, blond włosy i niebieskie oczy nie stanowiły problemu – pochodzenie irlandzkie lub brytyjskie było ok. Możliwe, że gdybym była Meksykanką, traktowano by mnie gorzej. W przypadku imigracji zawsze jest hierarchia – jedni imigranci traktowani są gorzej niż inni. Bardzo mnie to interesuje. Nigdy nie słychać żadnych narzekań dotyczących Australijczyków czy Amerykanów, którzy drenują system – to zawsze dotyczy nowych kozłów ofiarnych, obecnie w Wielkiej Brytanii to Rumuni.

Znasz osoby z Polski, które mieszkają i pracują w Wielkiej Brytanii? Jak są traktowane w codziennym życiu?

– Po części wybrałam na bohaterkę „Kasieńki” Polkę, ponieważ pochodząca z Polski dziewczyna mojego brata, która pracuje w sklepie, przeżyła taką sytuację, że klient zażądał, by obsłużył go jakiś Anglik zamiast niej. Bardzo mnie to oburzyło, zwłaszcza że kierownik sklepu nie wyprosił tego klienta. Wydawało mi się kiedyś, że Brytyjczycy w większym stopniu akceptują polską społeczność, ale Brexit pokazał, że jest inaczej.

W Polsce wielu ludzi obawia się imigrantów z krajów muzułmańskich. Wiemy, że Wielkiej Brytanii jest wiele napięć związanych z polskimi imigrantami. Czy twoja książka wywołała jakąś dyskusję? Jak została odebrana przez nauczycieli?

– Nauczyciele i bibliotekarze przyjęli ją wspaniale, wykorzystując do dyskusji, ale też dając ją do przeczytania swoim polskim uczniom.

Piszesz nie tylko o trudnościach w życiu nastolatków, ale też o depresji, rozwodzie, porzuceniu. Myślisz, że dzieci powinny czytać o takich dorosłych problemach?

– Dzieci doświadczają wszystkich problemów, których doświadczają dorośli. Udając, że tak nie jest, krzywdzimy je. Piszę o dorosłych problemach, ale w taki sposób, żeby były zrozumiałe dla dzieci.

„Kasieńka” jest napisana wierszem, to sprawia, że jest zwięzła, ale młodym ludziom może kojarzyć się z poezją, która nie jest zbyt popularna. Dlaczego nie napisałaś jej prozą?

– Głos Kasieńki nalegał, żebym napisała go wierszem. Próbowałam przepisywać niektóre sekwencje prozą, ale wtedy ten głos się łamał. Powieści pisane wierszem są bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych, a ich popularność w Wielkiej Brytanii rośnie. To raczej dorośli obawiają się poezji – dzieci reagują na nią bardzo dobrze!

Co myślisz o adaptacji swojej powieści na scenę?

– Jestem bardzo podekscytowana! Widziałam niemiecką adaptację i to było jedno z najbardziej poruszających doświadczeń związanych z moją twórczością. Ale zobaczyć „Kasieńkę” w Gdańsku? To będzie doświadczenie bez porównania!

Twoja najnowsza książka „One” – jeszcze nieprzetłumaczona na język polski – ma jeszcze bardziej nietypowych bohaterów niż „Kasieńka”. Opowiada o nastoletnich bliźniaczkach syjamskich, zrośniętych biodrami. Czy zazwyczaj zaczynasz pisanie od wyboru głównego bohatera?

– Głos głównego bohatera jest moim punktem wyjścia. Słucham postaci i zastanawiam się, „kim jesteś i dlaczego do mnie mówisz?”.

W Wielkiej Brytanii jest ogromna ilość książek dla nastolatków w każdym możliwym gatunku. Czy trudno było ci odnaleźć swój indywidualny głos? Czy dlatego zaczęłaś pisać wierszem?

– Absolutnie nie. Wiersz jest popularny w USA, więc nie wiedziałam, że będzie czymś wyjątkowym w Anglii. Zawsze staram się opowiedzieć historię w jak najbardziej uczciwy sposób.

W Polsce pisanie dla dzieci jest cały czas mniej szanowane niż pisanie dla dorosłych. Jak to wygląda w Wielkiej Brytanii?

– Jestem przekonana, że wielu autorów piszących dla dorosłych ma poczucie, że ich twórczość jest ważniejsza, ale jeszcze żaden nie powiedział mi tego w twarz!

* Dziękuję za pomoc w tłumaczeniu Agnieszce Kochanowskiej z Teatru Miniatura.

Źródło: wyborcza.pl
Rozmawiała: Dorota Karaś

  • 'Kasieńka', reż. Anna Wieczur-Bluszcz (Piotr Pędziszewski)

© Anna Wieczur-Bluszcz